Ta strona może zapisywać pliki cookies na Twoim urządzeniu o ile pozwalają na to ustawienia Twojej przeglądarki. Dowiedz się więcej o polityce cookies w paxo.pl.

Mój dom w stylu Eko - kwiecień 2011

Drobiazgowo segregują śmieci, używają energii odnawialnej, zakładają gadające krany oszczędzające wodę… Ekolodzy są gotowi do wielu poświęceń, żeby żyć w zgodzie z naturą.

Anna Larsson, Polka mieszkająca w Szwecji, wąskimi kleszczami łapie metalową obwódkę wokół szyjki butelki i odcina ją. – Metale do metali – tłumaczy, widząc zdziwienie gości z Polski, i wrzuca drobniutki pasek do reklamówki, w której brzęczą już metalowe puszki, a butelkę do innego pojemnika. W podobnie drobiazgowy sposób segreguje inne odpady – trzy rodzaje szkła (białe, kolorowe, do zwrotu za kaucją), tyle samo plastików (miękkie, twarde, do zwrotu za kaucją) i papiery (gazety i magazyny, kartony). Organiczne reszki z obiadu wynosi na kompost w ogródku, korki po winach zbiera do koszyka. Osobno składa: aluminium, baterie, odpady wielkogabarytowe, sprzęt RTV. Jesienią zbiera z ogrodu zgniłe jabłka oraz liście i zawozi je do centrum recyklingu w pobliskim mieście. Śmieci segreguje na kilkanaście kategorii, jedynie te, których nie można zaliczyć do żadnej z nich i nie da się ich powtórnie wykorzystać, trafiają do kosza na wszystko.

– Takie segregowanie wcale nie jest trudne – przekonuje Larsson. I wspomina o znajomym Norwegu, który zbiera korki po winach i raz w roku wozi je pociągiem aż do... Niemiec. Bo w jego kraju korków nie poddaje się recyklingowi.

Wyższa potrzeba

Za taką drobiazgową segregacją śmieci stoją racjonalne argumenty. Huta szkła, wytwarzając butelki z materiałów z odzysku, zużywa ok. 90 proc. energii mniej niż w procesie ich produkcji z surowców pierwotnych. Podobne oszczędności notują huty żelaza czy aluminium.

Ania nie ogranicza się tylko do segregacji śmieci. W kominku pali pelcem – granulatem tworzonym z trocin powstałych podczas tworzenia mebli. Zimą utrzymuje w domu niższą temperaturę – zamiast komfortowych 21 stopni, ma 19 – to mniej dwutlenku węgla wyemitowanego do atmosfery podczas wytwarzania ciepła do ogrzewania. Na krótkie przejażdżki wybiera rower, na dłuższe zaś trasy pociąg – ten środek transportu jest ponad 25-krotnie bardziej ekologiczny niż samochód. Nie marnuje produktów spożywczych, bo dokładnie planuje zakupy.

– Jeśli wyrzucisz zepsuty jogurt, to znaczy, że zmarnowała się energia wykorzystana do jego produkcji, transportu, wytworzenia opakowania czy hodowli krowy – podkreśla Larsson. W kwestii zachowań ekologicznych znajduje się powyżej średniej w Szwecji. – Ale świadomość ekologiczna Skandynawów jest znacznie wyższa niż Polaków – zaznacza.

Najlepiej widać to w statystykach. W Polsce sortuje się jedynie 5 proc. odpadów poddanych recyklingowi, tymczasem w Skandynawii przetwarza się aż 50 proc. śmieci komunalnych, a energię odzyskuje z 80 proc.

Greenpeace Polska potwierdza, że przejawiamy mniejszą troskę o środowisko niż mieszkańcy Europy Zachodniej. – Zgodnie z piramidą Maslowa, proekologiczne działania należą do wyższych potrzeb człowieka – ludzie je zaspokajają, jeśli mają spełnione te podstawowe – tłumaczy to zjawisko Jacek Winiarski, rzecznik prasowy Greenpeace Polska.

Tylko demokracja

Z proekologicznego trybu życia znany jest Dariusz, nomen omen, Szwed – przewodniczący partii Zieloni 2004. – Dojeżdżam do pracy rowerem. Nawet zimą. Korzystam tylko z pociągów i celowo nie mam samochodu – wymienia jednym tchem. Lista jego proekologicznych działań jest znacznie dłuższa: zamiast książek papierowych korzysta z e-booków albo audiobooków, nie kupuje przedmiotów nadmiernie opakowanych i wybiera np. pasty do zębów bez pudełka. Nie jada mięsa, bo jego produkcja jest bardziej kosztowna dla Ziemi niż uprawa warzyw i owoców. Kupuje żywność lokalną, sezonową – takiej nie trzeba transportować, przechowywać, co oznacza kolejne oszczędności na wydalonym do atmosfery dwutlenku węgla. Wybiera artykuły przemysłowe wyprodukowane w krajach, w których panuje ustrój demokratyczny.

– Niemożliwa jest ekologia bez demokracji – tłumaczy. Jeśli na opakowaniu brak informacji „made in…”, odkłada je na półkę. Z powodów ekologicznych chodzi w ubraniach kupowanych na kilogramy. – Zyskują w ten sposób drugie życie i nie trafiają na śmietnik – wyjaśnia.

Inteligentne sprzęty

Ekolodzy zamieniają swoje domy w miejsca przyjazne Ziemi. Michał Wołyński, kiedyś elektronik–informatyk pracujący na Politechnice Warszawskiej, według Greepeace Polska prowadzi jedno z najbardziej proekologicznych gospodarstw w okolicach Warszawy, na skraju Kampinoskiego Parku Narodowego: ciepła woda jest ogrzewana energią z kolektorów słonecznych, a cały budynek – ze spalania biomasy, tj. drzewek, które wyrosną na jego polu. Zbudował ekologiczną oczyszczalnię ścieków i stworzył system, dzięki któremu urządzenia elektryczne „porozumiewają się” pomiędzy sobą – każde z nich ma określony priorytet i nigdy nie działają jednocześnie. Te o niższym, np. bojler, są wyłączane, gdy prąd pobierają ważniejsze w danej chwili, np. czajnik.

Najbardziej oryginalnym rozwiązaniem Wołyńskiego są „gadające krany”. W jego gospodarstwie bywa dużo gości, którzy często gotują wodę na kawę czy herbatę. Gospodarz skonstruował więc kran, który mierzy ilość wypływającej wody i informuje elektronicznym głosem, ile jej kubków już trafiło do dzbanka. Faktycznie – z kranu, oprócz wody, sączy się powolne: „jedna szklanka, druga szklanka…”. Jak w bajce.

Samowystarczalni

Jeszcze dalej poszedł Andrzej Czech, właściciel rancza Eko Frontiers w Bieszczadach. Zainstalował w nim dwie ogrodowe oczyszczalnie ścieków, posadził ekologiczny sad, a na 5 hektarach założył prywatny rezerwat, który chroni mokradła. Ranczo jest całkowicie niezależne energetycznie – prąd wytwarzają panele słoneczne i 2 turbiny powietrzne. Sporadycznie, kiedy nie ma ani słońca, ani wiatru włączany jest generator prądu. Ogrzewanie – tylko z kominków i pieca spalającego drewno. – To najbardziej ekologiczna posiadłość w Polsce, jaką znam – twierdzi Adam Wajrak, dziennikarz zajmujący się ekologią.

Nawet najbardziej radykalni ekolodzy byliby zadowoleni z materiałów zastosowanych przy budowie chat na ranczu: drewna nieimpregnowanego chemikaliami, mchu, lin konopnych, palonej gliny. Tylko do izolacji dachu użyto ludzkiego wyrobu – gazet, ale z recyklingu. Nie stosowali żadnych farb, lakierów, bejc...

Za ekologię trzeba jednak słono płacić – sam system energii odnawialnej kosztował ok. 100 tys. zł. Tymczasem roczne oszczędności z tytułu energii gospodarz szacuje na ok. 2 tys. zł. – Ale niezależność, którą dzięki temu mamy, jest nie do przecenienia – podkreśla.

Polscy ekolodzy są jeszcze bardziej pomysłowi. Zdaniem Dariusza Szweda, to, co każdy z nas może zrobić... – stosować antykoncepcję w planowaniu rodziny. – Wzrost liczby ludzi na świecie ma istotny wpływ na środowisko – mówi z przekonaniem.

Ekologia a samopoczucie

W krajach, w których przeciętne samopoczucie obywatela jest stosunkowo wysokie, ludzie częściej podejmują działania proekologiczne i uważają, że są one dobre i potrzebne. Z drugiej strony bycie „eko” sprawia, że czujemy się lepiej, bo inne stworzenia czy środowisko odnoszą korzyści z naszych czynów, a przy okazji wyrażamy swoje przekonania. To tzw. efekt ogrzewania się.

Proekologicznych można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to „wyznawcy” – mają silną nadzieję na poprawę kondycji środowiska, uważają, że ich działania są sensowne, a gniewają ich te szkodliwe dla natury, ufają organizacjom proekologicznym. Takie osoby mają bardzo dobre samopoczucie. Ci drudzy – „doświadczeni” – nadal działają na korzyść środowiska, ale już nie mają nadziei, że wiele zmienią i mniej ufają organizacjom proekologicznym. Ich samopoczucie nie jest już tak komfortowe.

Data modyfikacji: 2011-04-10

Źródło: www.zwierciadlo.pl

Artykuł wyświetlono: 1213 razy

Szukaj w paxo.pl

Reklama